Czesław Ryszka
Powrót do Lourdes
Cena: 2400zł
"Powrót do Lourdes", chociaż ukazuje się z okazji 150-lecia objawień Matki Bożej, jest książką z kluczem, ponieważ oprócz refleksji z miejsca objawień zawiera pytania o los dzisiejszej Europy, o zagrożone wartości chrześcijańskie, atakowane przez współczesne ideologie i parlamenty, o człowieka, poddanego nieznanym dawniej pokusom.
Ta książka przybliża czytelnikom tajemnice wiary, analizuje znaki Boga w świecie, ukazuje tajemnicze przemiany i nawrócenia, nadprzyrodzone wydarzenia i charyzmatyczne osoby.
Ta książka przybliża czytelnikom tajemnice wiary, analizuje znaki Boga w świecie, ukazuje tajemnicze przemiany i nawrócenia, nadprzyrodzone wydarzenia i charyzmatyczne osoby.
liczba stron: 284
oprawa: miękka
format: A5
Recenzje:
Tygodnik Niedziela nr 40/2008
„Powrót do Lourdes” – to tytuł nowej książki naszego redakcyjnego kolegi, senatora Czesława Ryszki. Książka ukazała się z okazji jubileuszu 150-lecia objawień Matki Bożej, ale nie tylko. To owoc wielu powrotów do miejsc maryjnych objawień. Papież Benedykt XVI powiedział podczas niedawnej pielgrzymki do Lourdes, że jest to jedno „z tych miejsc, które Bóg wybrał, aby w nim odzwierciedlił się szczególny blask Jego piękna”. Jan Paweł II był w Lourdes dwukrotnie, w 1983 roku po zamachu, oraz w 2004 – ciężko chory, mając nadzieję na cud. O jakich jeszcze powrotach do Lourdes mówi książka Czesława Ryszki? Z jej autorem rozmawia red. Lidia Dudkiewicz.
- Wytłumacz tytuł swojej książki?
- Sam tytuł nigdy nie mówi wszystkiego, choć zawsze powinien być rodzajem klucza do zrozumienia sensu książki. W tym przypadku chodzi z jednej strony – o bohaterkę książki, siostrę Irenę, która po uzdrowieniu powraca do Lourdes, aby zostać wolontariuszką, a z drugiej – mam na myśli siebie, każdego z nas, abyśmy jak najczęściej wracali do miejsc uświęconych szczególną obecnością Boga. Oczywiście, nie wszyscy mogą pielgrzymować do Lourdes, ale każdy może udać się tam duchowo. Tak było z Bernadetą: brakowało jej wszystkiego, aby wypełnić orędzie Maryi, nie miała pieniędzy, zdrowia i wykształcenia, wszystkiego, co liczy się w oczach ludzi. Ale Maryja znalazła w niej coś, o co mogła poprosić swoją „najbiedniejszą córkę”. Było to umiłowanie modlitwy, czystość serca, oddanie siebie, a potem także gorliwe korzystanie z sakramentów, bogate życie zakonne, umartwienia i ofiary za innych. Bernadeta spełniła wszystkie oczekiwania nieba. Wchodząc na drogę wskazaną jej przez Matkę Najświętszą, w krótkim czasie osiągnęła świętość. Do tego samego wzywa Maryja w Lourdes wszystkich wierzących.
- Niektórzy uważają, że objawienia sprzed 150 lat zdezaktualizowały się, dotyczyły przecież innych czasów. Co jest w orędziu z Lourdes najważniejsze?
- Żadne z poleceń Matki Bożej nie utraciło aktualności. Są uniwersalne, aktualne niezależnie od okresu historycznego, systemu politycznego czy uwarunkowań zewnętrznych. Dobrze obrazuje to przebieg ósmego objawienia, 24 lutego 1858 roku, podczas którego Bernadeta powstała z klęczek ze łzami w oczach. Ludzie, którzy znajdowali się najbliżej, mogli usłyszeć jej słowa wypowiadane jeszcze w ekstazie: „Pokuta, pokuta, pokuta!”. Słowa te powtarzano w tłumie z ust do ust. Nie mam wątpliwości, że w tym momencie rozpoczęła się misja publiczna Bernadety. Wkrótce te słowa będzie powtarzał cały świat. Pokuta, a także prośba o modlitwę różańcową, stały się sposobem na uratowanie chylącego się ku upadkowi świata.
- Czyli Boże miłosierdzie nad grzesznikami zostało złączone w szczególny sposób z pokutą oraz modlitwą różańcową. To niezwykle ważne, że Różaniec nie został przeciwstawiony innym formom wynagradzania za grzechy, postom czym umartwieniom. Jak jednak mamy pokutować?
- O tym mówi inne objawienie, podczas którego Maryja zapytała Bernadetę, czy „byłoby jej trudno uklęknąć i pocałować ziemię w akcie pokuty za grzeszników?”. W następstwie tego Bernadeta uczyniła to, o co ją prosiła Matka Boża, a następnie znowu powtarzała za Nią słowa: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”. Wśród tych form pokuty, na pierwszym miejscu w Lourdes jest sakrament pojednania, źródło Bożego miłosierdzia. Maryja obiecała pomoc każdemu, kto chce wyzwolić się z grzechów oraz różnych innych form zniewolenia. To wezwanie do ciągłego oczyszczania się w sakramencie pokuty, jakby u źródła wody żywej, ma swoje symboliczne odniesienie do cudownego źródła w Lourdes. Nie każdy może pojechać do Lourdes, jednak każdy może się obmyć w źródle sakramentu pojednania i w ten sposób zostać duchowo uzdrowiony. Oto i kolejne wytłumaczenie mojego tytułu: „Powrót do Lourdes”.
- Wielu po powrocie z Lourdes poprzestaje na samej fascynacji tym miejscem, wspomina wszystko, co służy chorym z całego świata. Zresztą, same opisy cudownych uzdrowień sprawiają piorunujące wrażenie. Lourdes bez cierpiących chorych - to nie byłoby Lourdes!
- To prawda, sam tego doświadczyłem, słuchając po raz pierwszy opowieści siostry Ireny. Dopiero potem zrozumiałem, że uzdrowienie zawiera w sobie tajemnicę, jest wezwaniem do pogłębienia swojej wiary. Owszem, należy naukowo wszystko zbadać, musi być obecna w tym medycyna i teologia, ale odpowiedź na każde uzdrowienie nie powinna nikogo kierować w stronę kosmicznych sił, nierozpoznanych mocy, czy w stronę New Age.
Ale nie oznacza to wcale, że Lourdes jest jakimś wielkim uzdrowiskiem, choć codziennie odnotowuje się mniej więcej dwa niezwykłe uzdrowienia (ile ich jest naprawdę, wie tylko Bóg!). Nie znaczy to również, że do Lourdes ściągają wszystkich wyłącznie cuda uzdrowień. Zapewne cuda też, ale nie przeczy to jednemu: tu sam Bóg jest szczególnie obecny i dotykalny, tu słowa Maryi, wypowiedziane przed laty, nabierają niezwykłej wagi i aktualności. Tu należy się szczególna cześć dla Maryi.
- Wróćmy jednak do twojej książki, do jej bohaterki, siostry Ireny, która jest zakonnicą z problemami, m.in. zakochała się w kapłanie. Czy nie obawiasz się, że zostanie to może źle odebrane w środowisku duchownym?
- Próbowałem w tej książce zgłębić temat powołania człowieka, wierności powołaniu, a co jak nie powołanie zakonne jest najbardziej tajemnicze i fascynujące! Moja bohaterka jest prawdziwą osobą, z krwi i kości, przeżyła trudne chwile, czas choroby, ale i wzloty religijne, jak my wszyscy. Sądzę, że powołaniem pisarza religijnego jest pomóc człowiekowi zrozumieć otaczający go świat, a także jego samego. Nie wolno uciekać od prawdy o nas samych nawet wówczas, jeśli dotykamy zła, ale jednocześnie trzeba zafascynować się tym, co jest w nas dobre.
- W książce wiele miejsca poświęciłeś, jeśli tak można powiedzieć, zewnętrznemu sensowi objawień maryjnych, chodzi o zastopowanie XIX-wiecznej wojny z Bogiem.
- To bardzo interesujące, zastanawiające, jak w najtrudniejszych momentach historii, w chwilach największych kryzysów dla wiary i zagrożeń Kościoła, niespodziewanie interweniuje niebo, przynosząc zapowiedź zwycięstwa dobra. Przypomnę, że zanim objawiła się Matka Boża w Lourdes w 1858 roku, wydawało się, że porewolucyjna Francja rządzona przez masonów i libertynów wyrwie narodowi Boga z serca. Nawet nie oszczędzono papieża. Napoleon po zajęciu Rzymu, uwięził papieża Piusa VI we francuskiej twierdzy w Valence, gdzie papież zmarł. W karcie zgonu, którą funkcjonariusz więzienny wysłał do rewolucyjnego rządu w Paryżu, było napisane: „Ja, niżej podpisany obywatel, stwierdzam zgon niejakiego Braschi Giovanni Angelo, który pełnił zawód papieża i nosił artystyczne imię Piusa VI”. Strażnik z ironią dopisał: „Pius VI i ostatni”.
Kiedy zło zdało się zatriumfować na zawsze, rozległo się we Francji wołanie z nieba o opamiętanie ludzi. Trzykrotnie podczas wielkich objawień maryjnych: na rue du Bac w Paryżu w 1830 roku, w La Salette w 1846 roku oraz w Lourdes w 1858 roku, padły ostrzeżenia przed dalszym odchodzeniem od Boga, a zarazem słowa obietnicy dla tych, którzy odrodzą się duchowo. I wielu odrodziło się. Dzięki tym objawieniom maryjnym dosłownie została zastopowana walka z Bogiem.
- Piszesz, a właściwie pytasz w książce, czy nie powinny i dzisiaj pojawić się nowe objawienia, aby zastopować współczesną walkę z Bogiem?
- Dzisiaj na różne sposoby są zwalczane wartości chrześcijańskie, uniwersalne, m.in. w imię haseł o demokracji, wolności i równouprawnieniu narzuca się państwom i narodom aborcję, eutanazję, związki homoseksualne na prawach małżeństw, szerzy styl życia jakby Bóg nie istniał. Dawniej w imię budowania raju na ziemi burzono kościoły, zabijano kapłanów. Dzisiaj nikt nie ucieka się do przemocy fizycznej wobec duchownych, wystarczy oskarżyć ich w Ameryce o pedofilię, a w Polsce o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Źródłem tej walki z Kościołem – niezależnie od faktycznych czyichś grzechów - stała się wspomniana rewolucja francuska, która wprowadziła pojęcie laicyzmu jako formy zniszczenia chrześcijańskiej koncepcji człowieka i państwa. Laickość wpisana kiedyś do konstytucji francuskiej, odżyła dzisiaj w konstytucji Unii Europejskiej, co w istocie sprowadza się do tego, że państwo chce zastąpić Kościół. Faktycznie, w tym kontekście ktoś mógłby zapytać, jaki cud objawień musiałby zdarzyć się dzisiaj, aby ocalić wartości chrześcijańskie, ludzką tożsamość i przyrodzone prawa, czy powinny powtórzyć się znaki podobne do tych w Lourdes.
- Napisałeś w książce, że życie chrześcijanina można porównać do drogi ciężko chorego do Lourdes. Coś w tym jest, że stale potrzebujemy cudu uzdrowienia, jakiegoś znaku do nawrócenia. Zwłaszcza potrzebne jest to teraz, kiedy Europa jest chora. Jak daleko posuną się ludzie, działając przeciwko samym sobie, przeciw rodzinie, a także Bogu?
- Te pytania cisną się na usta wielu. Już wspomniałem, że w najtrudniejszych momentach historii, w chwilach największych kryzysów i zagrożeń Kościoła, niespodziewanie interweniuje niebo, przynosząc zapowiedź zwycięstwa dobra. Od objawień w Lourdes upłynęło 150 lat, mimo to oddziaływanie Bożej łaski w tym miejscu jest czymś nadzwyczajnym i doświadczalnym. Nie chodzi więc o nowe miejsca objawień, wystarczy nam to, co wydarzyło się w Lourdes oraz w wielu innych świętych miejscach chrześcijaństwa. Dla większości katolików, i nie tylko, modlitwa w tych miejscach, kontemplacja świętych wydarzeń, obrazów czy figur stanowi przedmiot głębokich przeżyć, budzi poczucie tożsamości religijnej, skłania do nawrócenia i pokuty. To właśnie Boże energie w tych miejscach pozwalają z odwagą zmierzyć się z potężnymi wyzwaniami obecnych czasów, ratują przed budowaniem społeczeństwa „na bezbożny obraz”, pomagają zachować chrześcijańską nadzieję, wobec której liberalne elity stoją bezradne. Dlatego każdy powrót do Lourdes, w sposób duchowy czy rzeczywisty, jest przywracaniem dzisiejszemu człowiekowi Boga.
Zobacz inne książki autora: Czesław Ryszka
„Powrót do Lourdes” – to tytuł nowej książki naszego redakcyjnego kolegi, senatora Czesława Ryszki. Książka ukazała się z okazji jubileuszu 150-lecia objawień Matki Bożej, ale nie tylko. To owoc wielu powrotów do miejsc maryjnych objawień. Papież Benedykt XVI powiedział podczas niedawnej pielgrzymki do Lourdes, że jest to jedno „z tych miejsc, które Bóg wybrał, aby w nim odzwierciedlił się szczególny blask Jego piękna”. Jan Paweł II był w Lourdes dwukrotnie, w 1983 roku po zamachu, oraz w 2004 – ciężko chory, mając nadzieję na cud. O jakich jeszcze powrotach do Lourdes mówi książka Czesława Ryszki? Z jej autorem rozmawia red. Lidia Dudkiewicz.
- Wytłumacz tytuł swojej książki?
- Sam tytuł nigdy nie mówi wszystkiego, choć zawsze powinien być rodzajem klucza do zrozumienia sensu książki. W tym przypadku chodzi z jednej strony – o bohaterkę książki, siostrę Irenę, która po uzdrowieniu powraca do Lourdes, aby zostać wolontariuszką, a z drugiej – mam na myśli siebie, każdego z nas, abyśmy jak najczęściej wracali do miejsc uświęconych szczególną obecnością Boga. Oczywiście, nie wszyscy mogą pielgrzymować do Lourdes, ale każdy może udać się tam duchowo. Tak było z Bernadetą: brakowało jej wszystkiego, aby wypełnić orędzie Maryi, nie miała pieniędzy, zdrowia i wykształcenia, wszystkiego, co liczy się w oczach ludzi. Ale Maryja znalazła w niej coś, o co mogła poprosić swoją „najbiedniejszą córkę”. Było to umiłowanie modlitwy, czystość serca, oddanie siebie, a potem także gorliwe korzystanie z sakramentów, bogate życie zakonne, umartwienia i ofiary za innych. Bernadeta spełniła wszystkie oczekiwania nieba. Wchodząc na drogę wskazaną jej przez Matkę Najświętszą, w krótkim czasie osiągnęła świętość. Do tego samego wzywa Maryja w Lourdes wszystkich wierzących.
- Niektórzy uważają, że objawienia sprzed 150 lat zdezaktualizowały się, dotyczyły przecież innych czasów. Co jest w orędziu z Lourdes najważniejsze?
- Żadne z poleceń Matki Bożej nie utraciło aktualności. Są uniwersalne, aktualne niezależnie od okresu historycznego, systemu politycznego czy uwarunkowań zewnętrznych. Dobrze obrazuje to przebieg ósmego objawienia, 24 lutego 1858 roku, podczas którego Bernadeta powstała z klęczek ze łzami w oczach. Ludzie, którzy znajdowali się najbliżej, mogli usłyszeć jej słowa wypowiadane jeszcze w ekstazie: „Pokuta, pokuta, pokuta!”. Słowa te powtarzano w tłumie z ust do ust. Nie mam wątpliwości, że w tym momencie rozpoczęła się misja publiczna Bernadety. Wkrótce te słowa będzie powtarzał cały świat. Pokuta, a także prośba o modlitwę różańcową, stały się sposobem na uratowanie chylącego się ku upadkowi świata.
- Czyli Boże miłosierdzie nad grzesznikami zostało złączone w szczególny sposób z pokutą oraz modlitwą różańcową. To niezwykle ważne, że Różaniec nie został przeciwstawiony innym formom wynagradzania za grzechy, postom czym umartwieniom. Jak jednak mamy pokutować?
- O tym mówi inne objawienie, podczas którego Maryja zapytała Bernadetę, czy „byłoby jej trudno uklęknąć i pocałować ziemię w akcie pokuty za grzeszników?”. W następstwie tego Bernadeta uczyniła to, o co ją prosiła Matka Boża, a następnie znowu powtarzała za Nią słowa: „Pokuty! Pokuty! Pokuty!”. Wśród tych form pokuty, na pierwszym miejscu w Lourdes jest sakrament pojednania, źródło Bożego miłosierdzia. Maryja obiecała pomoc każdemu, kto chce wyzwolić się z grzechów oraz różnych innych form zniewolenia. To wezwanie do ciągłego oczyszczania się w sakramencie pokuty, jakby u źródła wody żywej, ma swoje symboliczne odniesienie do cudownego źródła w Lourdes. Nie każdy może pojechać do Lourdes, jednak każdy może się obmyć w źródle sakramentu pojednania i w ten sposób zostać duchowo uzdrowiony. Oto i kolejne wytłumaczenie mojego tytułu: „Powrót do Lourdes”.
- Wielu po powrocie z Lourdes poprzestaje na samej fascynacji tym miejscem, wspomina wszystko, co służy chorym z całego świata. Zresztą, same opisy cudownych uzdrowień sprawiają piorunujące wrażenie. Lourdes bez cierpiących chorych - to nie byłoby Lourdes!
- To prawda, sam tego doświadczyłem, słuchając po raz pierwszy opowieści siostry Ireny. Dopiero potem zrozumiałem, że uzdrowienie zawiera w sobie tajemnicę, jest wezwaniem do pogłębienia swojej wiary. Owszem, należy naukowo wszystko zbadać, musi być obecna w tym medycyna i teologia, ale odpowiedź na każde uzdrowienie nie powinna nikogo kierować w stronę kosmicznych sił, nierozpoznanych mocy, czy w stronę New Age.
Ale nie oznacza to wcale, że Lourdes jest jakimś wielkim uzdrowiskiem, choć codziennie odnotowuje się mniej więcej dwa niezwykłe uzdrowienia (ile ich jest naprawdę, wie tylko Bóg!). Nie znaczy to również, że do Lourdes ściągają wszystkich wyłącznie cuda uzdrowień. Zapewne cuda też, ale nie przeczy to jednemu: tu sam Bóg jest szczególnie obecny i dotykalny, tu słowa Maryi, wypowiedziane przed laty, nabierają niezwykłej wagi i aktualności. Tu należy się szczególna cześć dla Maryi.
- Wróćmy jednak do twojej książki, do jej bohaterki, siostry Ireny, która jest zakonnicą z problemami, m.in. zakochała się w kapłanie. Czy nie obawiasz się, że zostanie to może źle odebrane w środowisku duchownym?
- Próbowałem w tej książce zgłębić temat powołania człowieka, wierności powołaniu, a co jak nie powołanie zakonne jest najbardziej tajemnicze i fascynujące! Moja bohaterka jest prawdziwą osobą, z krwi i kości, przeżyła trudne chwile, czas choroby, ale i wzloty religijne, jak my wszyscy. Sądzę, że powołaniem pisarza religijnego jest pomóc człowiekowi zrozumieć otaczający go świat, a także jego samego. Nie wolno uciekać od prawdy o nas samych nawet wówczas, jeśli dotykamy zła, ale jednocześnie trzeba zafascynować się tym, co jest w nas dobre.
- W książce wiele miejsca poświęciłeś, jeśli tak można powiedzieć, zewnętrznemu sensowi objawień maryjnych, chodzi o zastopowanie XIX-wiecznej wojny z Bogiem.
- To bardzo interesujące, zastanawiające, jak w najtrudniejszych momentach historii, w chwilach największych kryzysów dla wiary i zagrożeń Kościoła, niespodziewanie interweniuje niebo, przynosząc zapowiedź zwycięstwa dobra. Przypomnę, że zanim objawiła się Matka Boża w Lourdes w 1858 roku, wydawało się, że porewolucyjna Francja rządzona przez masonów i libertynów wyrwie narodowi Boga z serca. Nawet nie oszczędzono papieża. Napoleon po zajęciu Rzymu, uwięził papieża Piusa VI we francuskiej twierdzy w Valence, gdzie papież zmarł. W karcie zgonu, którą funkcjonariusz więzienny wysłał do rewolucyjnego rządu w Paryżu, było napisane: „Ja, niżej podpisany obywatel, stwierdzam zgon niejakiego Braschi Giovanni Angelo, który pełnił zawód papieża i nosił artystyczne imię Piusa VI”. Strażnik z ironią dopisał: „Pius VI i ostatni”.
Kiedy zło zdało się zatriumfować na zawsze, rozległo się we Francji wołanie z nieba o opamiętanie ludzi. Trzykrotnie podczas wielkich objawień maryjnych: na rue du Bac w Paryżu w 1830 roku, w La Salette w 1846 roku oraz w Lourdes w 1858 roku, padły ostrzeżenia przed dalszym odchodzeniem od Boga, a zarazem słowa obietnicy dla tych, którzy odrodzą się duchowo. I wielu odrodziło się. Dzięki tym objawieniom maryjnym dosłownie została zastopowana walka z Bogiem.
- Piszesz, a właściwie pytasz w książce, czy nie powinny i dzisiaj pojawić się nowe objawienia, aby zastopować współczesną walkę z Bogiem?
- Dzisiaj na różne sposoby są zwalczane wartości chrześcijańskie, uniwersalne, m.in. w imię haseł o demokracji, wolności i równouprawnieniu narzuca się państwom i narodom aborcję, eutanazję, związki homoseksualne na prawach małżeństw, szerzy styl życia jakby Bóg nie istniał. Dawniej w imię budowania raju na ziemi burzono kościoły, zabijano kapłanów. Dzisiaj nikt nie ucieka się do przemocy fizycznej wobec duchownych, wystarczy oskarżyć ich w Ameryce o pedofilię, a w Polsce o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Źródłem tej walki z Kościołem – niezależnie od faktycznych czyichś grzechów - stała się wspomniana rewolucja francuska, która wprowadziła pojęcie laicyzmu jako formy zniszczenia chrześcijańskiej koncepcji człowieka i państwa. Laickość wpisana kiedyś do konstytucji francuskiej, odżyła dzisiaj w konstytucji Unii Europejskiej, co w istocie sprowadza się do tego, że państwo chce zastąpić Kościół. Faktycznie, w tym kontekście ktoś mógłby zapytać, jaki cud objawień musiałby zdarzyć się dzisiaj, aby ocalić wartości chrześcijańskie, ludzką tożsamość i przyrodzone prawa, czy powinny powtórzyć się znaki podobne do tych w Lourdes.
- Napisałeś w książce, że życie chrześcijanina można porównać do drogi ciężko chorego do Lourdes. Coś w tym jest, że stale potrzebujemy cudu uzdrowienia, jakiegoś znaku do nawrócenia. Zwłaszcza potrzebne jest to teraz, kiedy Europa jest chora. Jak daleko posuną się ludzie, działając przeciwko samym sobie, przeciw rodzinie, a także Bogu?
- Te pytania cisną się na usta wielu. Już wspomniałem, że w najtrudniejszych momentach historii, w chwilach największych kryzysów i zagrożeń Kościoła, niespodziewanie interweniuje niebo, przynosząc zapowiedź zwycięstwa dobra. Od objawień w Lourdes upłynęło 150 lat, mimo to oddziaływanie Bożej łaski w tym miejscu jest czymś nadzwyczajnym i doświadczalnym. Nie chodzi więc o nowe miejsca objawień, wystarczy nam to, co wydarzyło się w Lourdes oraz w wielu innych świętych miejscach chrześcijaństwa. Dla większości katolików, i nie tylko, modlitwa w tych miejscach, kontemplacja świętych wydarzeń, obrazów czy figur stanowi przedmiot głębokich przeżyć, budzi poczucie tożsamości religijnej, skłania do nawrócenia i pokuty. To właśnie Boże energie w tych miejscach pozwalają z odwagą zmierzyć się z potężnymi wyzwaniami obecnych czasów, ratują przed budowaniem społeczeństwa „na bezbożny obraz”, pomagają zachować chrześcijańską nadzieję, wobec której liberalne elity stoją bezradne. Dlatego każdy powrót do Lourdes, w sposób duchowy czy rzeczywisty, jest przywracaniem dzisiejszemu człowiekowi Boga.
Zobacz inne książki autora: Czesław Ryszka





Opinie Klientów: