Catherine M. Odell
Ci, którzy Ją widzieli. Objawienia Maryjne
Cena: 2625zł
Kim byli ci, którym się objawiła?
Jakie były ich losy?
Drugie wydanie książki uzupełnione o nowe wydarzenia, objawienia i opinie.
Najważniejsze objawienia Maryi w XIX i XX wieku; wizjonerzy i ich losy, kierowane do nich posłania Maryi, atmosfera w jakiej wydarzenia te miały miejsce, to tylko niektóre aspekty poruszone przez autorkę. Możemy też się z niej dowiedzieć, jak kościół bada doniesienia o objawieniach, czy powinniśmy w nie wierzyć, jak rozpoznać, czy są prawdziwe i wielu innych ciekawych spraw. Znajdziemy tu wiadomości m.in. o objawieniach na Rue du Bac (Cudowny medalik), Lourdes, Fatimie, Akicie, Medjugorje, Rwandzie i wielu innych.
Jakie były ich losy?
Drugie wydanie książki uzupełnione o nowe wydarzenia, objawienia i opinie.
Najważniejsze objawienia Maryi w XIX i XX wieku; wizjonerzy i ich losy, kierowane do nich posłania Maryi, atmosfera w jakiej wydarzenia te miały miejsce, to tylko niektóre aspekty poruszone przez autorkę. Możemy też się z niej dowiedzieć, jak kościół bada doniesienia o objawieniach, czy powinniśmy w nie wierzyć, jak rozpoznać, czy są prawdziwe i wielu innych ciekawych spraw. Znajdziemy tu wiadomości m.in. o objawieniach na Rue du Bac (Cudowny medalik), Lourdes, Fatimie, Akicie, Medjugorje, Rwandzie i wielu innych.
liczba stron: 230
oprawa: miękka
format: 135x204
Recenzje:
Spis treści:
Wprowadzenie
Wstęp
1. Kim jest Maryja?
2. Dlaczego Maryja nas odwiedza?
3. Kościół i objawienia
4. Guadalupe, Meksyk (1531)
5. Rue du Bac, Paryż (1830)
6. La Salette, Francja (1846)
7. Lourdes, Francja (1858)
8. Pontmain, Francja (1871)
9. Knock, Irlandia (1879)
10. Objawienia Fatimskie, Portugalia (1917)
11. Beauraing, Belgia (1932–1933)
12. Banneux, Belgia (1933)
13. Akita, Japonia (1973–1981)
14. Czy w Medjugorje naprawdę doszło do objawień? Bośnia i Hercegowina (1981 – ?)
15. Kibeho, Rwanda (1981–1989)
16. San Nicolás, Argentyna (1983–1990)
17. Betania, Wenezuela (1984)
Zalecana literatura
Fragment:
La Salette, Francja (1846)
Tego dnia powietrze w pobliżu Corps i Ablandins, dwóch górskich wiosek w południowo–wschodniej Francji, było jeszcze czyste i świeże. Patrząc na mapę Francji, odnieść można wrażenie, że ów region na wschodzie napiera na Włochy, a na północy wpycha się do Szwajcarii. Najznaczniejsze w tamtych stronach miasto dzieli od maleńkiego Corps około pięćdziesięciu mil.
Alpy wznoszą się tam dosyć stromo. Nie trapiło to jednak zbytnio dwojga pastuszków zdążających tamtędy w pewien jasny i rześki dzień wrześniowy roku 1846. Oboje wstali wcześnie, by zaprowadzić w góry osiem krów i kozę, którymi się opiekowali. W ową sobotę, 19 września, zmierzali na jedno z wyżej położonych pastwisk.
Tak się złożyło, że choć jedenastoletni Maximin Giraud i mająca prawie piętnaście lat Melanie Mathieu pochodzili z Corps, znali się od niedawna. Oboje pracowali u gospodarzy z sąsiednich miejscowości. Owego ranka Maximin przez całą drogę z Ablandins bawił się ze swym psem Loulou. Kiedy szli na łąkę, zachęcał psiaka do robienia różnych sztuczek, rzucał mu kije i głośno śmiał się z jego psot. Melanie wolałaby sama pędzić swoje stadko, było to jednak zbyt ryzykowne.
Oboje byli dość drobni jak na swój wiek. Wielu ludzi, przypatrując się temu niesfornemu chłopcu o głowie okrytej strzechą kruczych włosów, współczuło jego rodzicom. Prawdę mówiąc, mijało się to z celem. Ojciec Maximina często przebywał w oberżach, toteż chłopak niewiele czasu spędzał w jego towarzystwie. Malec trzymał się też z dala od swojej macochy, która większość energii i czułości zachowywała dla młodszych, swoich własnych dzieci.
Melanie, drobna i szczupła, była ładną dziewczynką, rzadko jednak szukała wzrokiem twarzy swoich rozmówców. Od lat ubodzy rodzice, państwo Mathieu, wysyłali ją do pracy przy bydle czy owcach – do gospodarzy, którzy mogli nakarmić ją lepiej niż oni sami.
Dzieci uświadomiły sobie, że nadchodzi południe, gdy w kościele parafialnym w La Salette uderzono w dzwony na Anioł Pański. Nie przystanęły, by się pomodlić, choć tak nakazywała tradycja. Znały jedynie, a i to niezbyt dokładnie, Zdrowaś Maryjo i Ojcze Nasz. I państwo Mathieu, i Giraudowie nie byli w niczym gorsi od innych katolickich, lecz nie praktykujących rodzin z tamtych okolic, ale nie byli też lepsi.
Melanie odwinęła chleb i ser, ich pasterskie śniadanie, i oboje z przyjemnością je spałaszowali. Dziewczynkę ucieszyło to, że Maximin przynajmniej przy jedzeniu milczał. Różnice charakterów czyniły z nich dość niezwykłą parę. On był swobodny i beztroski. Ona, wprost przeciwnie, należała do nader poważnych samotniczek. Różnie też reagowali na dojmujące ubóstwo, które zmuszało ich do pasania krów w górach niemal za grosze.
Dzień, początkowo chłodny, przyniósł w końcu usypiające ciepło. Po śniadaniu dzieci odkryły ze zdumieniem, że ogarnia je senność. Uległy ciepłocie słońca i pogrążyły się we śnie, skuliwszy się na stoku. Melanie dopiero po dwóch godzinach uniosła znów głowę i potrząsnęła nią. Zorientowała się, patrząc na słońce, jak długa była ich drzemka, po czym stwierdziła, że krowy zniknęły.
– Memin – zawołała do śpiącego wciąż chłopca. – Memin, natychmiast wstawaj. Musimy poszukać krów. Nie wiem, gdzie one są.
Chłopak chwycił swą ciężką laskę i popędził za dziewczynką. Ze skraju wąwozu, na którego zboczu spali, mogli rozejrzeć się po okolicy. Melanie odetchnęła z ulgą, ledwie weszła na górę. W dole, po drugiej stronie, wypatrzyła osiem krów i kozę. Mając świadomość, że może stracić je z oczu, zawróciła na miejsce, w którym porzucili swoją sakwę. Bydełko będzie rychło potrzebowało wody, toteż powinni zacząć pędzić je do wioski.
Kiedy zbliżała się już do miejsca, w którym wcześniej odpoczywali, krzyknęła. W wąwozie, niemal w zasięgu ręki, pojawił się świetlisty krąg. Przywoływał na myśl rozjarzone słońce i mienił się kolorami, zupełnie jak diament.
– Memin! – zawołała znowu, ale chłopiec już był przy niej, równie osłupiały.
Przestraszona, upuściła swój kij pasterski. Maximin laskę ujął mocniej, gotując się do odparcia niebezpieczeństwa.
– Złap też za swoją – poradził. – Jeżeli to spróbuje nas zranić, mocno mu przyłożę!
Ale komu miał przyłożyć?
Kiedy patrzyły, kula jeszcze bardziej się rozjarzyła. Potem, co było jeszcze bardziej zdumiewające, zaczęła się otwierać, niczym cudowna muszla, czy też magiczne jajko. Kiedy się całkiem rozwarła, oboje dojrzeli w jej wnętrzu kobietę. Kobietę, która siedziała pochylona, kryjąc twarz w dłoniach i łokcie opierając na kolanach. Wyglądało na to, że płakała, tak jakby poniosła największą w swym życiu stratę. Otaczające ją światło roztopiło się w blasku popołudniowego słońca.
Wprowadzenie
Wstęp
1. Kim jest Maryja?
2. Dlaczego Maryja nas odwiedza?
3. Kościół i objawienia
4. Guadalupe, Meksyk (1531)
5. Rue du Bac, Paryż (1830)
6. La Salette, Francja (1846)
7. Lourdes, Francja (1858)
8. Pontmain, Francja (1871)
9. Knock, Irlandia (1879)
10. Objawienia Fatimskie, Portugalia (1917)
11. Beauraing, Belgia (1932–1933)
12. Banneux, Belgia (1933)
13. Akita, Japonia (1973–1981)
14. Czy w Medjugorje naprawdę doszło do objawień? Bośnia i Hercegowina (1981 – ?)
15. Kibeho, Rwanda (1981–1989)
16. San Nicolás, Argentyna (1983–1990)
17. Betania, Wenezuela (1984)
Zalecana literatura
Fragment:
La Salette, Francja (1846)
Tego dnia powietrze w pobliżu Corps i Ablandins, dwóch górskich wiosek w południowo–wschodniej Francji, było jeszcze czyste i świeże. Patrząc na mapę Francji, odnieść można wrażenie, że ów region na wschodzie napiera na Włochy, a na północy wpycha się do Szwajcarii. Najznaczniejsze w tamtych stronach miasto dzieli od maleńkiego Corps około pięćdziesięciu mil.
Alpy wznoszą się tam dosyć stromo. Nie trapiło to jednak zbytnio dwojga pastuszków zdążających tamtędy w pewien jasny i rześki dzień wrześniowy roku 1846. Oboje wstali wcześnie, by zaprowadzić w góry osiem krów i kozę, którymi się opiekowali. W ową sobotę, 19 września, zmierzali na jedno z wyżej położonych pastwisk.
Tak się złożyło, że choć jedenastoletni Maximin Giraud i mająca prawie piętnaście lat Melanie Mathieu pochodzili z Corps, znali się od niedawna. Oboje pracowali u gospodarzy z sąsiednich miejscowości. Owego ranka Maximin przez całą drogę z Ablandins bawił się ze swym psem Loulou. Kiedy szli na łąkę, zachęcał psiaka do robienia różnych sztuczek, rzucał mu kije i głośno śmiał się z jego psot. Melanie wolałaby sama pędzić swoje stadko, było to jednak zbyt ryzykowne.
Oboje byli dość drobni jak na swój wiek. Wielu ludzi, przypatrując się temu niesfornemu chłopcu o głowie okrytej strzechą kruczych włosów, współczuło jego rodzicom. Prawdę mówiąc, mijało się to z celem. Ojciec Maximina często przebywał w oberżach, toteż chłopak niewiele czasu spędzał w jego towarzystwie. Malec trzymał się też z dala od swojej macochy, która większość energii i czułości zachowywała dla młodszych, swoich własnych dzieci.
Melanie, drobna i szczupła, była ładną dziewczynką, rzadko jednak szukała wzrokiem twarzy swoich rozmówców. Od lat ubodzy rodzice, państwo Mathieu, wysyłali ją do pracy przy bydle czy owcach – do gospodarzy, którzy mogli nakarmić ją lepiej niż oni sami.
Dzieci uświadomiły sobie, że nadchodzi południe, gdy w kościele parafialnym w La Salette uderzono w dzwony na Anioł Pański. Nie przystanęły, by się pomodlić, choć tak nakazywała tradycja. Znały jedynie, a i to niezbyt dokładnie, Zdrowaś Maryjo i Ojcze Nasz. I państwo Mathieu, i Giraudowie nie byli w niczym gorsi od innych katolickich, lecz nie praktykujących rodzin z tamtych okolic, ale nie byli też lepsi.
Melanie odwinęła chleb i ser, ich pasterskie śniadanie, i oboje z przyjemnością je spałaszowali. Dziewczynkę ucieszyło to, że Maximin przynajmniej przy jedzeniu milczał. Różnice charakterów czyniły z nich dość niezwykłą parę. On był swobodny i beztroski. Ona, wprost przeciwnie, należała do nader poważnych samotniczek. Różnie też reagowali na dojmujące ubóstwo, które zmuszało ich do pasania krów w górach niemal za grosze.
Dzień, początkowo chłodny, przyniósł w końcu usypiające ciepło. Po śniadaniu dzieci odkryły ze zdumieniem, że ogarnia je senność. Uległy ciepłocie słońca i pogrążyły się we śnie, skuliwszy się na stoku. Melanie dopiero po dwóch godzinach uniosła znów głowę i potrząsnęła nią. Zorientowała się, patrząc na słońce, jak długa była ich drzemka, po czym stwierdziła, że krowy zniknęły.
– Memin – zawołała do śpiącego wciąż chłopca. – Memin, natychmiast wstawaj. Musimy poszukać krów. Nie wiem, gdzie one są.
Chłopak chwycił swą ciężką laskę i popędził za dziewczynką. Ze skraju wąwozu, na którego zboczu spali, mogli rozejrzeć się po okolicy. Melanie odetchnęła z ulgą, ledwie weszła na górę. W dole, po drugiej stronie, wypatrzyła osiem krów i kozę. Mając świadomość, że może stracić je z oczu, zawróciła na miejsce, w którym porzucili swoją sakwę. Bydełko będzie rychło potrzebowało wody, toteż powinni zacząć pędzić je do wioski.
Kiedy zbliżała się już do miejsca, w którym wcześniej odpoczywali, krzyknęła. W wąwozie, niemal w zasięgu ręki, pojawił się świetlisty krąg. Przywoływał na myśl rozjarzone słońce i mienił się kolorami, zupełnie jak diament.
– Memin! – zawołała znowu, ale chłopiec już był przy niej, równie osłupiały.
Przestraszona, upuściła swój kij pasterski. Maximin laskę ujął mocniej, gotując się do odparcia niebezpieczeństwa.
– Złap też za swoją – poradził. – Jeżeli to spróbuje nas zranić, mocno mu przyłożę!
Ale komu miał przyłożyć?
Kiedy patrzyły, kula jeszcze bardziej się rozjarzyła. Potem, co było jeszcze bardziej zdumiewające, zaczęła się otwierać, niczym cudowna muszla, czy też magiczne jajko. Kiedy się całkiem rozwarła, oboje dojrzeli w jej wnętrzu kobietę. Kobietę, która siedziała pochylona, kryjąc twarz w dłoniach i łokcie opierając na kolanach. Wyglądało na to, że płakała, tak jakby poniosła największą w swym życiu stratę. Otaczające ją światło roztopiło się w blasku popołudniowego słońca.





Opinie Klientów: