Emilien Tardif, José H. Prado Flores
W ogniu miłości. Dookoła świata bez walizki
Cena: 2900zł
Książka W ogniu miłości. Dookoła świata bez walizki to nowe wydanie jednego z najbardziej znanych i popularnych tytułów związanych z ruchem Odnowy Charyzmatycznej. Jest osobistym świadectwem posługi o. Émiliena Tardifa, który doświadczywszy działania Chrystusa w swoim życiu – przez uzdrowienie z ciężkiej choroby – głosił na całym świecie moc Ducha Świętego. Niniejsza książka opowiada właśnie o tych podróżach, często podejmowanych zupełnie spontanicznie, pod wpływem Ducha... nawet bez spakowanej walizki.
Ogromną zasługą Ojca Tardifa jest odnowienie w wielu ludziach, pochodzących z wielu krajów świata, mocnej wiary w to, że moc Ducha Świętego może dotknąć nas również dziś. O. Tardif zapewnia nas, że Jezus żyje. W naszych czasach, tak jak dwa tysiące lat temu, daje nam swoje znaki, dokonuje uzdrowień i obdarza radością.
O. Émilien Tardif obdarzony był nadzwyczajnym charyzmatem modlitwy za chorych. Wiele uzdrowień dokonało się właśnie dzięki jego modlitewnej posłudze. Świadectwa tych wydarzeń zostały opisane w niniejszej książce. Sam o. Tardif – nieco żartobliwie – swoją rolę w uzdrowieniu przyrównuje jednak wyłącznie do roli, jaką spełnił osiołek, który w Niedzielę Palmową na swoim grzbiecie wniósł Jezusa do Jerozolimy.
Niniejsza książka ukazuje się w dziesiątą rocznicę śmierci o. Tardifa (zm. 8 czerwca 1999 r.). W roku 2007 rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.
Ogromną zasługą Ojca Tardifa jest odnowienie w wielu ludziach, pochodzących z wielu krajów świata, mocnej wiary w to, że moc Ducha Świętego może dotknąć nas również dziś. O. Tardif zapewnia nas, że Jezus żyje. W naszych czasach, tak jak dwa tysiące lat temu, daje nam swoje znaki, dokonuje uzdrowień i obdarza radością.
O. Émilien Tardif obdarzony był nadzwyczajnym charyzmatem modlitwy za chorych. Wiele uzdrowień dokonało się właśnie dzięki jego modlitewnej posłudze. Świadectwa tych wydarzeń zostały opisane w niniejszej książce. Sam o. Tardif – nieco żartobliwie – swoją rolę w uzdrowieniu przyrównuje jednak wyłącznie do roli, jaką spełnił osiołek, który w Niedzielę Palmową na swoim grzbiecie wniósł Jezusa do Jerozolimy.
Niniejsza książka ukazuje się w dziesiątą rocznicę śmierci o. Tardifa (zm. 8 czerwca 1999 r.). W roku 2007 rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.
liczba stron: 240
oprawa: miękka
format: 130x200
Recenzje:
Fragment:
Jak to się zaczęło...
W roku 1973 byłem prowincjałem mojego Zgromadzenia Misjonarzy Najświętszego Serca w Republice Dominikańskiej. Bardzo dużo pracowałem, nadwerężałem zdrowie przez szesnaście lat pracy misyjnej w tym kraju. Wiele czasu przeznaczałem na sprawy materialne, na budowanie kaplic, seminariów, ośrodków wychowawczych bądź katechetycznych itd. Czas przeznaczałem również na szukanie pieniędzy na budowę domów i wyżywienie seminarzystów.
Przepracowanie doprowadziło do choroby. 14 czerwca tegoż 1973 roku, podczas zgromadzenia Ruchu Rodzin Chrześcijańskich poczułem się źle, bardzo źle. Musiano mnie natychmiast przetransportować do szpitala. Było tak źle, że myślałem, iż nie przeżyję nocy. Naprawdę uwierzyłem, że bardzo szybko umrę. Wcześniej często medytowałem o śmierci, ale nigdy do niej się nie zbliżyłem. Tym razem otarłem się o nią i wcale mi się to nie spodobało.
Lekarze przeprowadzili bardzo dokładne badania i zdiagnozowali ostrą gruźlicę płuc. Widząc, że jestem tak bardzo chory, pomyślałem o powrocie do Quebeku w Kanadzie, do mego ojczystego kraju, gdzie mieszkała moja rodzina. Byłem jednak tak słaby, że nie mogłem tego uczynić. Musiałem czekać dwa tygodnie i wzmocnić się, aby móc podołać podróży. W Kanadzie zostałem skierowany do szpitala specjalistycznego, gdzie lekarze poddali mnie ponownym badaniom, aby dociec przyczyn choroby. Lipiec przeszedł mi na analizach, biopsjach, prześwietleniach itd. Wszystko to naukowo potwierdziło, że ostra gruźlica płuc doprowadziła do powstania poważnych nacieków w obu płucach. Aby dodać mi otuchy, powiedziano mi, że być może po roku leczenia i odpoczynku będę mógł wrócić do domu.
Pewnego dnia miałem dwie bardzo różne wizyty. Najpierw ksiądz, który redaguje przegląd „Notre Dame”. Poprosił mnie o zgodę na wykonanie zdjęcia do artykułu pt. Jak żyć z chorobą?
Zaledwie się z nim pożegnałem, weszło pięciu świeckich z grupy modlitewnej Odnowy Charyzmatycznej. W Dominikanie wielokrotnie naśmiewałem się z Odnowy, stwierdzając, że Ameryka Łacińska nie potrzebuje daru języków, lecz promocji człowieka. A oto przyszli modlić się za mnie zupełnie bezinteresownie.
Były to dwie perspektywy zupełnie odmienne: pierwsza wizyta miała za cel wyrażenie przeze mnie zgody na chorobę; druga – modlitwę o moje uzdrowienie. Jako misjonarz nie mogłem odrzucić ich modlitwy, ale szczerze mówiąc przyjąłem ją bardziej z grzeczności niż z przekonania. Nie wierzyłem, że zwykła modlitwa może przywrócić mi zdrowie.
Powiedzieli mi z wielkim przekonaniem:
„Będziemy robić to, o czym mówi Ewangelia: «Wkładali ręce na chorych, a ci odzyskiwali zdrowie». Będziemy się modlić, aby Pan cię uzdrowił”.
Natychmiast zbliżyli się do krzesła, na którym siedziałem, i włożyli na mnie ręce. Nigdy nie widziałem nic podobnego i bardzo mi się to nie podobało. Czułem się śmiesznie pod ich rękami i zażenowany, gdyż ludzie, którzy chodzili po korytarzu, mogli nas zobaczyć przez uchylone drzwi.
Przerwałem więc modlitwę i poprosiłem ich:
– Jeśli pozwolicie, może byśmy zamknęli drzwi...
– Tak, ojcze, czemu nie? – odpowiedzieli.
Zamknęli drzwi, ale Jezus już wszedł. Podczas modlitwy poczułem ogromne ciepło w płucach. Pomyślałem, że to nowy atak gruźlicy i że umrę. Ale było to ciepło miłości Jezusa, który właśnie mnie dotykał i uzdrawiał moje chore płuca. Podczas modlitwy otrzymałem słowa proroctwa. Pan mi powiedział:
„Uczynię cię świadkiem mojej miłości”.
Jak to się zaczęło...
W roku 1973 byłem prowincjałem mojego Zgromadzenia Misjonarzy Najświętszego Serca w Republice Dominikańskiej. Bardzo dużo pracowałem, nadwerężałem zdrowie przez szesnaście lat pracy misyjnej w tym kraju. Wiele czasu przeznaczałem na sprawy materialne, na budowanie kaplic, seminariów, ośrodków wychowawczych bądź katechetycznych itd. Czas przeznaczałem również na szukanie pieniędzy na budowę domów i wyżywienie seminarzystów.
Przepracowanie doprowadziło do choroby. 14 czerwca tegoż 1973 roku, podczas zgromadzenia Ruchu Rodzin Chrześcijańskich poczułem się źle, bardzo źle. Musiano mnie natychmiast przetransportować do szpitala. Było tak źle, że myślałem, iż nie przeżyję nocy. Naprawdę uwierzyłem, że bardzo szybko umrę. Wcześniej często medytowałem o śmierci, ale nigdy do niej się nie zbliżyłem. Tym razem otarłem się o nią i wcale mi się to nie spodobało.
Lekarze przeprowadzili bardzo dokładne badania i zdiagnozowali ostrą gruźlicę płuc. Widząc, że jestem tak bardzo chory, pomyślałem o powrocie do Quebeku w Kanadzie, do mego ojczystego kraju, gdzie mieszkała moja rodzina. Byłem jednak tak słaby, że nie mogłem tego uczynić. Musiałem czekać dwa tygodnie i wzmocnić się, aby móc podołać podróży. W Kanadzie zostałem skierowany do szpitala specjalistycznego, gdzie lekarze poddali mnie ponownym badaniom, aby dociec przyczyn choroby. Lipiec przeszedł mi na analizach, biopsjach, prześwietleniach itd. Wszystko to naukowo potwierdziło, że ostra gruźlica płuc doprowadziła do powstania poważnych nacieków w obu płucach. Aby dodać mi otuchy, powiedziano mi, że być może po roku leczenia i odpoczynku będę mógł wrócić do domu.
Pewnego dnia miałem dwie bardzo różne wizyty. Najpierw ksiądz, który redaguje przegląd „Notre Dame”. Poprosił mnie o zgodę na wykonanie zdjęcia do artykułu pt. Jak żyć z chorobą?
Zaledwie się z nim pożegnałem, weszło pięciu świeckich z grupy modlitewnej Odnowy Charyzmatycznej. W Dominikanie wielokrotnie naśmiewałem się z Odnowy, stwierdzając, że Ameryka Łacińska nie potrzebuje daru języków, lecz promocji człowieka. A oto przyszli modlić się za mnie zupełnie bezinteresownie.
Były to dwie perspektywy zupełnie odmienne: pierwsza wizyta miała za cel wyrażenie przeze mnie zgody na chorobę; druga – modlitwę o moje uzdrowienie. Jako misjonarz nie mogłem odrzucić ich modlitwy, ale szczerze mówiąc przyjąłem ją bardziej z grzeczności niż z przekonania. Nie wierzyłem, że zwykła modlitwa może przywrócić mi zdrowie.
Powiedzieli mi z wielkim przekonaniem:
„Będziemy robić to, o czym mówi Ewangelia: «Wkładali ręce na chorych, a ci odzyskiwali zdrowie». Będziemy się modlić, aby Pan cię uzdrowił”.
Natychmiast zbliżyli się do krzesła, na którym siedziałem, i włożyli na mnie ręce. Nigdy nie widziałem nic podobnego i bardzo mi się to nie podobało. Czułem się śmiesznie pod ich rękami i zażenowany, gdyż ludzie, którzy chodzili po korytarzu, mogli nas zobaczyć przez uchylone drzwi.
Przerwałem więc modlitwę i poprosiłem ich:
– Jeśli pozwolicie, może byśmy zamknęli drzwi...
– Tak, ojcze, czemu nie? – odpowiedzieli.
Zamknęli drzwi, ale Jezus już wszedł. Podczas modlitwy poczułem ogromne ciepło w płucach. Pomyślałem, że to nowy atak gruźlicy i że umrę. Ale było to ciepło miłości Jezusa, który właśnie mnie dotykał i uzdrawiał moje chore płuca. Podczas modlitwy otrzymałem słowa proroctwa. Pan mi powiedział:
„Uczynię cię świadkiem mojej miłości”.
Dodaj swój komentarz:
Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również:
-
Drogowskazy dla grzeszników
2990zł
-
Dziesięć Przykazań (DVD)
2290zł
-
O odpustach
1390zł





Opinie Klientów: