Marek Warecki, Wojciech Warecki
Być dziadkiem...
Cena: 2500zł
Wojciech Warecki i Marek Warecki są doświadczonymi psychologami (Uniwersytet Warszawski, Wydział Psychologii) i od 1989 roku zajmują się przeprowadzaniem treningów oraz doradztwem psychologicznym. Autorzy książek i artykułów z zakresu szeroko rozumianej psychologii. Obecnie prowadzą własną firmę szkoleniowo – doradczą.
liczba stron: 102
format: 115x185 mm
oprawa: twarda
Recenzje:
Wstęp – trudna sprawa
Senior rodu
Lokalny szef rady nadzorczej
Facet od charakteru
Specjalista od tradycji... po męsku
Wcielenie męstwa
O spacerowaniu, czyli Dulski à rebours
Człowiek honoru
Gość od humoru i pogody ducha
Pasjonat
O tym, co nie kończy się nigdy
O tym, że bajki są ważne
Sąsiedzi i przyjaciele
O zdrowiu i zmartwieniach
O babci, czyli last but not least
fragment książki
Wstęp – trudna sprawaI pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno studiowałem, zmagając się ze zdawaniem kolejnych egzaminów. Zresztą po dziś dzień czasem mi się śni, że nie mam zaliczonej statystyki. Do niedawna wciąż miałem nadzieję, że nieodwołalnie i w trybie nagłym zmienię świat. Robiłem, co mogłem, ale on – cały ten świat – okazał się bardzo oporny i stabilny. Choć w 1980 roku – cokolwiek by o tym mówić – „wespół w zespół”, bynajmniej nie po to, by „by żądz moc móc wzmóc”, jak śpiewał Wiesław Michnikowski, ruszyliśmy „z posad bryłę świata”. A że (jak zwykle) inni rzecz spaprali, kolejny wers tej bardzo popularnej inaczej niegdyś pieśni: „dziś niczym, jutro wszystkim my”, już się nie sprawdził...
Tymczasem dzieci rosły w tempie ekspresowym mimo stanu wojennego i postępującej... normalizacji w kraju. [Marku, ta normalizacja postępuje dalej... I aż strach pomyśleć, co będzie, jak się zaraz nie zatrzyma...’] Ktoś wówczas wyraził myśl wcale nie nową, że im człowiek starszy, tym życie płynie szybciej. Prawda. Dlatego dziś nie bardzo już wiadomo, kiedy «okrągły stół» udawał wieczorne Polaków rozmowy, a dzieci zamieniły szkolne tornistry na plecaki. Jakoś krótko potem umarł ojciec, po nim babcia Fela...
(…)
Nie wiem dlaczego, ale kiedyś wydawało mi się, że dziadek to pokasłujący starzec, koniecznie z dłuuugimi wąsami, siedzący na ławeczce przed domem i groźnym wzrokiem, spod, rzecz jasna, siwych i krzaczastych brwi, lustrujący otoczenie w sobie tylko wiadomym celu. Każdego, kto się napatoczył, sadzać miał na ławce, by delikwent słuchał opowieści z gatunku, jak to drzewiej bywało... A to opowiadał o partyzantce, to znów o rodzinnych skandalach, zwykle sprzed pół wieku, w których przewijał się korowód postaci nie do zapamiętania. Do tego palić miał śmierdzącą machorkę zatruwającą otoczenie i słuchacza... Tego obrazu grozy dopełniała sztuczna szczęka, która – tak sądziłem – dziadkowi co i rusz wypadać musi. I nieważne, że on ruchem niezwykle zgrabnym wsuwał ją z powrotem na jej dawne miejsce.
Martwiło mnie i to, że dziadek – jak opowiadano – wszystko wie najlepiej. Stąd nie znosi sprzeciwu. Kiedy zaś trzeba rozmawiać o sprawach, które go nie obchodzą, natychmiast – jak na zamówienie – głuchnie ponoć jak pień. Na komputery [‘Straszyli mnie znajomi.’] mówi często, że to „siła nieczysta i zatracenie”, a w telewizji, mimo 150 kanałów, ogląda wyłącznie prognozę pogody, mrucząc pod nosem: „Dlaczego oni bez przerwy kłamią?!”. A jak widzi naszego filantropa Owsiaka Jurka, to... robi użytek z pilota, że o potoku ciepłych słów nie wspomnę.
Straszny dziadunio! Nie ma co!
Dlatego nie wiem, czy chciałbym być takim właśnie dziadkiem, choć z drugiej strony lepszy taki niźli żaden.
Kiedyś moja córka mi zasugerowała, bym dbał o swoje zdrowie, ponieważ życzy sobie, żeby jej dzieci miały dziadka. Tak! Powiedziała: dziadka. W naszej rodzinie tak się, niestety, złożyło, że wszyscy dziadkowie odchodzili do nieba znacznie przed czasem. Zamierzam zerwać z tą tradycją i koniecznie chcę być dziadkiem, i to takim, jak trzeba.
[‘Mój brat, Marek, postanowił to samo.’]
Dziadek... Jak nim być? Stosownej instrukcji brak. Z tego, co wiem, od czasu, gdy modna się stała – na nasze nieszczęście – «rodzina zatomizowana», która wyparła tę dawną, wielopokoleniową, dziadek stał się passé, krótko mówiąc: kimś mocno zwietrzałym... Od biedy, co słyszy się tu i tam, da się z nim wytrzymać, jak przynosi pod choinkę prezenty albo czasem weźmie dziecko na spacer, ale poza tym, to co miałby robić w domu i na co on komu...
Z Markiem, moim bratem, postaramy się jakoś temu zaradzić.
Wojtek Warecki
Zobacz inne książki autora: Marek Warecki, Wojciech Warecki
Dodaj swój komentarz:
Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również:
-
Odpust zupełny i odpusty cząstkowe
350zł
-
Życie Marty Robin
1290zł
-
Jak wychowywać trudne dzieci
1950zł





Opinie Klientów:
podpis napisał(a):
[2009-12-11]