Michael H. Brown
Po życiu
O niebie, piekle i czyśćcu
Cena: 1890zł
Co następuje po śmierci? Jak będziemy sądzeni? Jak jesteśmy do tego przygotowani? Co przypomina niebo, piekło i czyściec?
Na podstawie katolickiej literatury i wywiadów z osobami, które doświadczyły niezwykłych, związanych ze śmiercią przeżyć, autor stara się opisać wydarzenia, jakie nastąpią po śmierci. Ukazuje jak ekscytująca i szczęśliwa może być ta podróż dla tych, którzy starają się naśladować Chrystusa.
Na podstawie katolickiej literatury i wywiadów z osobami, które doświadczyły niezwykłych, związanych ze śmiercią przeżyć, autor stara się opisać wydarzenia, jakie nastąpią po śmierci. Ukazuje jak ekscytująca i szczęśliwa może być ta podróż dla tych, którzy starają się naśladować Chrystusa.
liczba stron: 154
oprawa: miękka
format: 108x168
Recenzje:
Rozdział 4
Jednak zanim zaczniemy rozważać kwestię nieba, musimy zdać sobie sprawę z istnienia innych rzeczywistości.
Do takich rzeczywistości należy czyściec, gdzie większość dusz udaje się w celu oczyszczenia przed spotkaniem z Bogiem.
Nie jest to mit katolicki, lecz fakt. Wszystko na to wskazuje.
No i oczywiście istnieje ten okropny świat podziemny – piekło, on również istnieje.
Więc zanim zajmiemy się niebem, musimy bliżej przyjrzeć się tym dwom wyżej wymienionym sprawom.
Należy również przeanalizować proces i radość samej śmierci.
Co się dzieje w chwili śmierci?
Doświadczenia tych, którzy „umarli” i powrócili, różnią się, ale mają również znaczną ilość cech wspólnych. Tuż przed śmiercią wiele osób ma widzenia lub wizje związane ze zmarłymi członkami rodziny. Przyjaciele, których nie widzieli od lat pojawiają się nagle w myślach i snach. Mój dziadek na łożu śmierci powiedział zdziwiony: „Spójrz na tych wszystkich staruszków!” To było tak, jakby wszyscy umarli znajomi wpadli na chwilę w odwiedziny.
Czy to możliwe, by były to halucynacje i złudzenia? W pewnym badaniu zestawiono wypowiedzi wielu lekarzy i pielęgniarek, którzy obserwowali pacjentów na łożu śmierci. Spośród 884 przypadków, w których miały miejsce wizje podczas nieuleczalnych chorób, 86,7% pacjentów ich doświadczających lub przejawiających zmiany nastrojów, było całkowicie świadomych i większość z nich nie była pod wpływem środków uspokajających ani też w stanie delirium. Pacjenci tuż przed śmiercią wydawali się podekscytowani lub też zdziwieni, a ich oczy były szeroko otwarte, jak gdyby się w coś wpatrywali. Wizje trwały każdorazowo kilka minut i wydawały się mieć bardzo uspokajające działanie.
Umierający mieli wizje „świętego serca” lub też „ludzi ubranych jak za czasów Chrystusa”. Inni widzieli anioły, świętych, łącznie z Błogosławioną Matką. Jeszcze inni Jezusa.
Tego typu wizje łączą umarłych krewnych, którzy przychodzą, aby pomóc w krytycznym momencie. Niepokój, strach czy też ból znikają na około trzy godziny przed śmiercią. W ich miejsce pojawia się spokój i dobre samopoczucie.
Ci, którzy spoczywają w Chrystusie nie muszą się lękać.
To samo badanie wykazało również, że strach nie jest dominującym uczuciem u umierających pacjentów. Jeden z lekarzy szpitalnych stwierdził: „Pacjenci mają tak spokojne, prawie szczęśliwe twarze, że patrząc na nich człowiek przestaje bać się śmierci”.
W przeżyciach 13 spośród 15 osób, których nastrój podczas śmierci opisany został jako „uniesienie”, zauważono oznaki religijne, a jedna z kobiet po pocałowaniu swojego różańca umarła promieniując.
Pamiętajmy, że sprawozdania te pochodzą z ust naukowców.
Innym razem pielęgniarka zauważyła jasne światło, które pojawiło się na nie dłużej niż dwie sekundy, podczas gdy pacjent umierał. Zdarzył się również przypadek, kiedy pielęgniarka doświadczyła takiej samej wizji jak umierający pacjent.
Podobne historie miały też miejsce gdzie indziej. Protestant Billy Graham był świadkiem, jak w momencie śmierci jego matki w pokoju rozbłysło światło
Często w takich wizjach pojawiają się aniołowie. Pewien onkolog z uniwersytetu w Yale był świadkiem, jak siedmioletnia dziewczynka w ostatnim stadium leukemii podniosła się na łóżku i powiedziała: „Ci aniołowie, ależ oni są piękni! Mamusiu, widzisz ich? Słyszysz, jak śpiewają?”
Wielu z tych, którzy sami przekroczyli ten próg, twierdzi, że w momencie śmierci ich dusza opuściła ciało. Potem czują, jak unoszą się w powietrzu gdzieś pod sufitem. Często opisują, jak obserwowali pielęgniarki i lekarzy próbujących przywrócić ich do życia lub rodzinę opłakującą ich śmierć. Czytałem nawet sprawozdanie lekarza, który nabawił się duru brzusznego w 1889 r. i podczas śpiączki opuścił swoje ciało, by spacerując po pokoju zwrócić uwagę swojej żonie i siostrze i zapewnić je, że ma się dobrze. Jego puls zanikł na cztery godziny.
„Pamiętam dokładnie jak siebie widziałem – było to jak meduza, jeśli chodzi o kolor i kształt – wspominał później ów lekarz – unosiłem się w górę i opadałem niczym bańka mydlana, aż w końcu oderwałem się od ciała… Zobaczyłem różne osoby, które siedziały lub stały w pobliżu mojego ciała i szczególnie zwróciłem uwagę na dwie kobiety klęczące po mojej lewej stronie, które mnie opłakiwały. Jak się później okazało, była to moja żona i siostra. Starałem się pocieszyć tych wszystkich ludzi i jednocześnie zapewnić ich o ich własnej nieśmiertelności. Ukłoniłem się i podniosłem prawą rękę. Nie zwracali na mnie uwagi. Doszedłem w końcu do wniosku, że oni widzą oczami ciała. Nie są w stanie zobaczyć duchów. Myślą, że patrzą się na mnie, ale się mylą. To wcale nie jestem ja. Ja jestem tu i jestem bardziej żywy niż kiedykolwiek”.
Po opuszczeniu ciał umarli nie tylko zachowują świadomość, ale czują się dużo bardziej trzeźwi, bardziej świadomi. Opisują opuszczenie ciał fizycznych jako bardzo proste i bezbolesne. W niektórych przypadkach opisują opuszczenie ciała tuż przed nieuchronnym wypadkiem.
W 1892 roku badanie grupy trzydziestu alpinistów, którzy przeżyli nieomal śmiertelny wypadek, wykazało, że 95% z nich zachowało spokój podczas tego przeżycia, nie okazało smutku, bólu czy strachu. Wręcz przeciwnie – nadprzyrodzoną przytomność umysłu. Według autora tego badania, szwajcarskiego naukowca Alberta Heima, proces umierania jest znacznie bardziej przerażający dla tych, którzy patrzą na to z boku, niż dla samych umierających.
Wydaje się, że nadchodzącej śmierci towarzyszy dobre samopoczucie przeradzające się w niepohamowaną radość.
Umierający mają uczucie niezwykłej lekkości. Posiadają to, co Paweł opisał w Pierwszym Liście do Koryntian jako „ciała niebieskie” (15, 35-52) i słyszą coś w rodzaju wiatru lub niebiańskiej muzyki.
Ci, którzy giną w tragicznych wypadkach, wydają się przewyższać strach. Kiedy ich dusza oddziela się od ciała, mogą widzieć, jak ciała krwawią, umierają, możliwe, że widzą okropne okoliczności, ale nie jest to dla nich żadną tragedią.
Rozdział 5
Poza fizycznym ciałem „umarli” pozostają w najbliższym otoczeniu przez pewien czas i obserwują własne ciała z pewnej odległości. Ci, którzy akurat przebywali w szpitalu są w stanie opisać to, co pielęgniarki mówiły lub jak były ubrane, narzędzia używane przez lekarzy oraz reakcje rodzin przebywających w poczekalniach, rzeczy, których po prostu nie mogliby wiedzieć, gdyby używali fizycznych zmysłów, ponieważ mieli zamknięte oczy i byli nieprzytomni. W niektórych przypadkach zapamiętali wypowiadane wtedy zdania lub wiedzieli co się działo w ich własnych domach, zajdujących się daleko od szpitala.
I niezależnie od tego, jak przerażająca i bolesna wydaje się śmierć tym, którzy patrzą na nią z zewnątrz, jest ona zwykle opisywana jako bezbolesna, a dokładniej jako absolutnie radosna. To podróż do prawdziwego domu. To wolność.
Pewna gospodyni z Bismarck w Północnej Dakocie zapadła w śpiączkę po operacji ginekologicznej i nagle zdała sobie sprawę, że patrzy na pielęgniarkę z zewnątrz swojego własnego ciała, zupełnie jakby oglądała film. Później opowiadała: „Zrozumiałam, że Boska obietnica była prawdziwa. Chrystus był ze mną, Bóg był ze mną, nie było powodu do strachu. W zasadzie, gdyby nie moja rodzina (którą oczywiście widziała), czułabym się naprawdę wspaniale, ponieważ byłam pogodzona nie tylko z samą sobą, ale również z moim Bogiem”.
Może się to wydawać dziwne, jednak wiele osób opisuje umieranie jako najwspanialsze, najbardziej beztroskie doświadczenie, jakie tylko można sobie wyobrazić.
Jedna z takich osób powiedziała: „Od tamtej chwili nie boję się śmierci. Wszelkie obawy zniknęły. I już nie czuję się źle na pogrzebach”.
Potwierdza się to w przepowiedniach z Medjugorie, gdzie Błogosławiona Matka obiecała, że „…jeśli opuścicie siebie i przyjdziecie do mnie, nawet nie poczujecie przejścia z tego życia do następnego. Zaczniecie żyć życiem niebiańskim”.
Pewna kobieta, która odwiedziła Medjugorie śmiertelnie chora na raka, ujrzała światło, kiedy zbliżyła się do śmierci. Również jej matka dostrzegła to światło, „Podniosła głowę – opowiada – a jej oczy pełne były cierpienia. Położyła głowę na mojej piersi. Czułam się, jakbym trzymała zawiniątko spokoju. Miałam wrażenie, że śpi. Nagle ogromny spokój wypełnił pokój i poczułam, jakby czas się zatrzymał. Nie mogłam się ruszyć. Jakbym była zamrożona w czasie. Zdarzyło się wam kiedyś, że byliście sami w pokoju i ktoś nagle wszedł, a wy, mimo że nie słyszeliście i nie widzieliście nikogo, czuliście czyjąś obecność? Ja czułam obecność monarchów i czułam, że nadeszli Jezus, Król Pokoju i Maryja, Królowa Pokoju. Bardzo się przelękłam.
Nagle zobaczyłam błysk niebieskawego światła i wtedy wyraźny kształt wydobył się z głowy mojej córki, uniósł się w górę i zniknął. Widziałam moment, kiedy unosił się w górę. Otoczony był złotym światłem i tysiącem maleńkich, migoczących światełek. Nie wiem, czy światełka były wokół tego złotego światła czy w nim, czy też na nim. Trwało to tylko dwie lub trzy sekundy i zniknęło. Spojrzałam na moją córkę i zobaczyłam, że nie żyje”.
Ci, którzy doświadczają śmierci, opisują ją jako poruszanie się w próżni lub ciemnym tunelu. „Nie był to dokładnie tunel, ale coś najbardziej zbliżone do tunelu”. Ci, którzy się w nim znaleźli opisują to przeżycie jako pchnięcie z ogromną prędkością w kierunku światła wieczności. Jeden z mężczyzn opisał swoje doświadczenie jako tak silne, „że prawie uniosłem się w nim. Karmiłem moją świadomość nieograniczoną miłością, pełnym bezpieczeństwem i absolutną, całkowitą doskonałością”.
Spotkałem niedawno byłego policjanta i pobożnego katolika Paula Limasa z Omaha, który opowiedział mi podobną historię. „Mniej więcej osiem lat temu cierpiałem na atak paraliżu. Leczono mnie steroidami. Moje nerki przestały pracować i zrobił mi się zator w sercu. Ciśnienie krwi wynosiło 260/180 kiedy zgłosiłem się na pogotowie. Byłem 48-letnim mężczyzną, niegdyś zawodowym sportowcem, który nigdy dotąd nie chorował. W drodze na intensywną terapię powiedziano mi, że powinienem był umrzeć na atak serca.
Natychmiast zabrano mnie na salę operacyjną. W płucach umieszczono mi jakieś rury i zrobiono tracheotomię. Podczas badań lekarz kazał mi kaszleć najmocniej, jak potrafię. Gdy tak uczyniłem jedna z rur oderwała się i wystrzeliła z mojego gardła. Wszystko zalała krew, a ja się dławiłem. Pamiętam, jak założono mi cewnik w drodze powrotnej na salę operacyjną. Lekarz powiedział mojej żonie, że mogę nie przeżyć kolejnej narkozy. Następne, co pamiętam, to uczucie całkowitej świadomości i złote światło. Zdałem sobie sprawę, że to Jezus jest tym światłem. Radość i miłość jakie czułem trudno opisać, było to uczucie pełnej świadomości i wolności od jakichkolwiek ograniczeń. Nie było żadnego tunelu, ale za to wrażenie bardzo szybkiego ruchu w kierunku światła”.
Tego typu zdarzenia nie są czymś specjalnie charakterystycznym jedynie dla naszych czasów. Wiele podobnych, pośmiertnych przypadków zostało odnotowanych przez papieża Grzegorza Wielkiego w IV wieku.
Doświadczenia tego typu mogą być przekłamaniem (zdarza się to w każdym rodzaju mistycyzmu) lub też zwykłym tworem wyobraźni, jednak wskazówki z Medjugorie i historyczne przypadki takich zjawisk opisanych w źródłach katolickich potwierdzać się zdają ich wiarygodność. Jak to miało miejsce w przypadku Paula Limasa, po opuszczeniu fizycznego ciała pojawia się często piękne i święte światło. Wielu, tak jak George Ritchie, przy opisie tego doświadczenia stwierdza, „że światło, które pojawiło się w pokoju, to Chrystus. Byłem tego pewny, ponieważ taka myśl przeszyła mnie głęboko: «Ty jesteś obecnością Syna Bożego». Nazwałem Go światłem, lecz mogłem równie dobrze powiedzieć «miłość», gdyż pokój był zalany, przepełniony i promieniujący najbardziej doskonałym miłosierdziem, jakie kiedykolwiek czułem”.
Jednak zanim zaczniemy rozważać kwestię nieba, musimy zdać sobie sprawę z istnienia innych rzeczywistości.
Do takich rzeczywistości należy czyściec, gdzie większość dusz udaje się w celu oczyszczenia przed spotkaniem z Bogiem.
Nie jest to mit katolicki, lecz fakt. Wszystko na to wskazuje.
No i oczywiście istnieje ten okropny świat podziemny – piekło, on również istnieje.
Więc zanim zajmiemy się niebem, musimy bliżej przyjrzeć się tym dwom wyżej wymienionym sprawom.
Należy również przeanalizować proces i radość samej śmierci.
Co się dzieje w chwili śmierci?
Doświadczenia tych, którzy „umarli” i powrócili, różnią się, ale mają również znaczną ilość cech wspólnych. Tuż przed śmiercią wiele osób ma widzenia lub wizje związane ze zmarłymi członkami rodziny. Przyjaciele, których nie widzieli od lat pojawiają się nagle w myślach i snach. Mój dziadek na łożu śmierci powiedział zdziwiony: „Spójrz na tych wszystkich staruszków!” To było tak, jakby wszyscy umarli znajomi wpadli na chwilę w odwiedziny.
Czy to możliwe, by były to halucynacje i złudzenia? W pewnym badaniu zestawiono wypowiedzi wielu lekarzy i pielęgniarek, którzy obserwowali pacjentów na łożu śmierci. Spośród 884 przypadków, w których miały miejsce wizje podczas nieuleczalnych chorób, 86,7% pacjentów ich doświadczających lub przejawiających zmiany nastrojów, było całkowicie świadomych i większość z nich nie była pod wpływem środków uspokajających ani też w stanie delirium. Pacjenci tuż przed śmiercią wydawali się podekscytowani lub też zdziwieni, a ich oczy były szeroko otwarte, jak gdyby się w coś wpatrywali. Wizje trwały każdorazowo kilka minut i wydawały się mieć bardzo uspokajające działanie.
Umierający mieli wizje „świętego serca” lub też „ludzi ubranych jak za czasów Chrystusa”. Inni widzieli anioły, świętych, łącznie z Błogosławioną Matką. Jeszcze inni Jezusa.
Tego typu wizje łączą umarłych krewnych, którzy przychodzą, aby pomóc w krytycznym momencie. Niepokój, strach czy też ból znikają na około trzy godziny przed śmiercią. W ich miejsce pojawia się spokój i dobre samopoczucie.
Ci, którzy spoczywają w Chrystusie nie muszą się lękać.
To samo badanie wykazało również, że strach nie jest dominującym uczuciem u umierających pacjentów. Jeden z lekarzy szpitalnych stwierdził: „Pacjenci mają tak spokojne, prawie szczęśliwe twarze, że patrząc na nich człowiek przestaje bać się śmierci”.
W przeżyciach 13 spośród 15 osób, których nastrój podczas śmierci opisany został jako „uniesienie”, zauważono oznaki religijne, a jedna z kobiet po pocałowaniu swojego różańca umarła promieniując.
Pamiętajmy, że sprawozdania te pochodzą z ust naukowców.
Innym razem pielęgniarka zauważyła jasne światło, które pojawiło się na nie dłużej niż dwie sekundy, podczas gdy pacjent umierał. Zdarzył się również przypadek, kiedy pielęgniarka doświadczyła takiej samej wizji jak umierający pacjent.
Podobne historie miały też miejsce gdzie indziej. Protestant Billy Graham był świadkiem, jak w momencie śmierci jego matki w pokoju rozbłysło światło
Często w takich wizjach pojawiają się aniołowie. Pewien onkolog z uniwersytetu w Yale był świadkiem, jak siedmioletnia dziewczynka w ostatnim stadium leukemii podniosła się na łóżku i powiedziała: „Ci aniołowie, ależ oni są piękni! Mamusiu, widzisz ich? Słyszysz, jak śpiewają?”
Wielu z tych, którzy sami przekroczyli ten próg, twierdzi, że w momencie śmierci ich dusza opuściła ciało. Potem czują, jak unoszą się w powietrzu gdzieś pod sufitem. Często opisują, jak obserwowali pielęgniarki i lekarzy próbujących przywrócić ich do życia lub rodzinę opłakującą ich śmierć. Czytałem nawet sprawozdanie lekarza, który nabawił się duru brzusznego w 1889 r. i podczas śpiączki opuścił swoje ciało, by spacerując po pokoju zwrócić uwagę swojej żonie i siostrze i zapewnić je, że ma się dobrze. Jego puls zanikł na cztery godziny.
„Pamiętam dokładnie jak siebie widziałem – było to jak meduza, jeśli chodzi o kolor i kształt – wspominał później ów lekarz – unosiłem się w górę i opadałem niczym bańka mydlana, aż w końcu oderwałem się od ciała… Zobaczyłem różne osoby, które siedziały lub stały w pobliżu mojego ciała i szczególnie zwróciłem uwagę na dwie kobiety klęczące po mojej lewej stronie, które mnie opłakiwały. Jak się później okazało, była to moja żona i siostra. Starałem się pocieszyć tych wszystkich ludzi i jednocześnie zapewnić ich o ich własnej nieśmiertelności. Ukłoniłem się i podniosłem prawą rękę. Nie zwracali na mnie uwagi. Doszedłem w końcu do wniosku, że oni widzą oczami ciała. Nie są w stanie zobaczyć duchów. Myślą, że patrzą się na mnie, ale się mylą. To wcale nie jestem ja. Ja jestem tu i jestem bardziej żywy niż kiedykolwiek”.
Po opuszczeniu ciał umarli nie tylko zachowują świadomość, ale czują się dużo bardziej trzeźwi, bardziej świadomi. Opisują opuszczenie ciał fizycznych jako bardzo proste i bezbolesne. W niektórych przypadkach opisują opuszczenie ciała tuż przed nieuchronnym wypadkiem.
W 1892 roku badanie grupy trzydziestu alpinistów, którzy przeżyli nieomal śmiertelny wypadek, wykazało, że 95% z nich zachowało spokój podczas tego przeżycia, nie okazało smutku, bólu czy strachu. Wręcz przeciwnie – nadprzyrodzoną przytomność umysłu. Według autora tego badania, szwajcarskiego naukowca Alberta Heima, proces umierania jest znacznie bardziej przerażający dla tych, którzy patrzą na to z boku, niż dla samych umierających.
Wydaje się, że nadchodzącej śmierci towarzyszy dobre samopoczucie przeradzające się w niepohamowaną radość.
Umierający mają uczucie niezwykłej lekkości. Posiadają to, co Paweł opisał w Pierwszym Liście do Koryntian jako „ciała niebieskie” (15, 35-52) i słyszą coś w rodzaju wiatru lub niebiańskiej muzyki.
Ci, którzy giną w tragicznych wypadkach, wydają się przewyższać strach. Kiedy ich dusza oddziela się od ciała, mogą widzieć, jak ciała krwawią, umierają, możliwe, że widzą okropne okoliczności, ale nie jest to dla nich żadną tragedią.
Rozdział 5
Poza fizycznym ciałem „umarli” pozostają w najbliższym otoczeniu przez pewien czas i obserwują własne ciała z pewnej odległości. Ci, którzy akurat przebywali w szpitalu są w stanie opisać to, co pielęgniarki mówiły lub jak były ubrane, narzędzia używane przez lekarzy oraz reakcje rodzin przebywających w poczekalniach, rzeczy, których po prostu nie mogliby wiedzieć, gdyby używali fizycznych zmysłów, ponieważ mieli zamknięte oczy i byli nieprzytomni. W niektórych przypadkach zapamiętali wypowiadane wtedy zdania lub wiedzieli co się działo w ich własnych domach, zajdujących się daleko od szpitala.
I niezależnie od tego, jak przerażająca i bolesna wydaje się śmierć tym, którzy patrzą na nią z zewnątrz, jest ona zwykle opisywana jako bezbolesna, a dokładniej jako absolutnie radosna. To podróż do prawdziwego domu. To wolność.
Pewna gospodyni z Bismarck w Północnej Dakocie zapadła w śpiączkę po operacji ginekologicznej i nagle zdała sobie sprawę, że patrzy na pielęgniarkę z zewnątrz swojego własnego ciała, zupełnie jakby oglądała film. Później opowiadała: „Zrozumiałam, że Boska obietnica była prawdziwa. Chrystus był ze mną, Bóg był ze mną, nie było powodu do strachu. W zasadzie, gdyby nie moja rodzina (którą oczywiście widziała), czułabym się naprawdę wspaniale, ponieważ byłam pogodzona nie tylko z samą sobą, ale również z moim Bogiem”.
Może się to wydawać dziwne, jednak wiele osób opisuje umieranie jako najwspanialsze, najbardziej beztroskie doświadczenie, jakie tylko można sobie wyobrazić.
Jedna z takich osób powiedziała: „Od tamtej chwili nie boję się śmierci. Wszelkie obawy zniknęły. I już nie czuję się źle na pogrzebach”.
Potwierdza się to w przepowiedniach z Medjugorie, gdzie Błogosławiona Matka obiecała, że „…jeśli opuścicie siebie i przyjdziecie do mnie, nawet nie poczujecie przejścia z tego życia do następnego. Zaczniecie żyć życiem niebiańskim”.
Pewna kobieta, która odwiedziła Medjugorie śmiertelnie chora na raka, ujrzała światło, kiedy zbliżyła się do śmierci. Również jej matka dostrzegła to światło, „Podniosła głowę – opowiada – a jej oczy pełne były cierpienia. Położyła głowę na mojej piersi. Czułam się, jakbym trzymała zawiniątko spokoju. Miałam wrażenie, że śpi. Nagle ogromny spokój wypełnił pokój i poczułam, jakby czas się zatrzymał. Nie mogłam się ruszyć. Jakbym była zamrożona w czasie. Zdarzyło się wam kiedyś, że byliście sami w pokoju i ktoś nagle wszedł, a wy, mimo że nie słyszeliście i nie widzieliście nikogo, czuliście czyjąś obecność? Ja czułam obecność monarchów i czułam, że nadeszli Jezus, Król Pokoju i Maryja, Królowa Pokoju. Bardzo się przelękłam.
Nagle zobaczyłam błysk niebieskawego światła i wtedy wyraźny kształt wydobył się z głowy mojej córki, uniósł się w górę i zniknął. Widziałam moment, kiedy unosił się w górę. Otoczony był złotym światłem i tysiącem maleńkich, migoczących światełek. Nie wiem, czy światełka były wokół tego złotego światła czy w nim, czy też na nim. Trwało to tylko dwie lub trzy sekundy i zniknęło. Spojrzałam na moją córkę i zobaczyłam, że nie żyje”.
Ci, którzy doświadczają śmierci, opisują ją jako poruszanie się w próżni lub ciemnym tunelu. „Nie był to dokładnie tunel, ale coś najbardziej zbliżone do tunelu”. Ci, którzy się w nim znaleźli opisują to przeżycie jako pchnięcie z ogromną prędkością w kierunku światła wieczności. Jeden z mężczyzn opisał swoje doświadczenie jako tak silne, „że prawie uniosłem się w nim. Karmiłem moją świadomość nieograniczoną miłością, pełnym bezpieczeństwem i absolutną, całkowitą doskonałością”.
Spotkałem niedawno byłego policjanta i pobożnego katolika Paula Limasa z Omaha, który opowiedział mi podobną historię. „Mniej więcej osiem lat temu cierpiałem na atak paraliżu. Leczono mnie steroidami. Moje nerki przestały pracować i zrobił mi się zator w sercu. Ciśnienie krwi wynosiło 260/180 kiedy zgłosiłem się na pogotowie. Byłem 48-letnim mężczyzną, niegdyś zawodowym sportowcem, który nigdy dotąd nie chorował. W drodze na intensywną terapię powiedziano mi, że powinienem był umrzeć na atak serca.
Natychmiast zabrano mnie na salę operacyjną. W płucach umieszczono mi jakieś rury i zrobiono tracheotomię. Podczas badań lekarz kazał mi kaszleć najmocniej, jak potrafię. Gdy tak uczyniłem jedna z rur oderwała się i wystrzeliła z mojego gardła. Wszystko zalała krew, a ja się dławiłem. Pamiętam, jak założono mi cewnik w drodze powrotnej na salę operacyjną. Lekarz powiedział mojej żonie, że mogę nie przeżyć kolejnej narkozy. Następne, co pamiętam, to uczucie całkowitej świadomości i złote światło. Zdałem sobie sprawę, że to Jezus jest tym światłem. Radość i miłość jakie czułem trudno opisać, było to uczucie pełnej świadomości i wolności od jakichkolwiek ograniczeń. Nie było żadnego tunelu, ale za to wrażenie bardzo szybkiego ruchu w kierunku światła”.
Tego typu zdarzenia nie są czymś specjalnie charakterystycznym jedynie dla naszych czasów. Wiele podobnych, pośmiertnych przypadków zostało odnotowanych przez papieża Grzegorza Wielkiego w IV wieku.
Doświadczenia tego typu mogą być przekłamaniem (zdarza się to w każdym rodzaju mistycyzmu) lub też zwykłym tworem wyobraźni, jednak wskazówki z Medjugorie i historyczne przypadki takich zjawisk opisanych w źródłach katolickich potwierdzać się zdają ich wiarygodność. Jak to miało miejsce w przypadku Paula Limasa, po opuszczeniu fizycznego ciała pojawia się często piękne i święte światło. Wielu, tak jak George Ritchie, przy opisie tego doświadczenia stwierdza, „że światło, które pojawiło się w pokoju, to Chrystus. Byłem tego pewny, ponieważ taka myśl przeszyła mnie głęboko: «Ty jesteś obecnością Syna Bożego». Nazwałem Go światłem, lecz mogłem równie dobrze powiedzieć «miłość», gdyż pokój był zalany, przepełniony i promieniujący najbardziej doskonałym miłosierdziem, jakie kiedykolwiek czułem”.
Dodaj swój komentarz:
Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również:
-
Uwierzcie w koniec świata!
2590zł
-
O czyśćcu. Objawienia św. Katarzyny
790zł
-
Kiedy Bóg łamie Ci serce
2395zł






Opinie Klientów: