poniedziałek, 01 maj 2017 › Przejdź do portalu Sanctus.pl

     INTERNETOWA  KSIĘGARNIA   KATOLICKA   >> SANCTUS <<

Benedykt XVI (Joseph Ratzinger)

Moje życie. Autobiografia Benedykta XVI

Wspomnienia z lat 1927-1977

Cena: 2300 1250

Niedostępny

To wyjątkowa autobiografia Josepha Ratzingera, obecnie papieża Benedykta XVI. Ukazuje jego wielką kulturę oraz miłość do spraw Bożych i ludzkich. W swoich wspomnieniach Ojciec Święty Benedykt XVI sięga lat 1927-1977. W sposób niezwykle szczery i osobisty opowiada o ubogim, lecz pogodnym dzieciństwie (m.in. kukiełkowym teatrzyku na strychu), o dramatycznych przeżyciach II wojny światowej (m.in. obowiązkowej służbie wojskowej i niewoli), o pierwszych chwilach kapłaństwa i nadzwyczajnej drodze akademickiej, o aktywnym uczestnictwie w pracach Soboru Watykańskiego II, a także o pracowitych latach posługi biskupiej.

Jakże wymowne jest dzisiaj ostatnie zdanie tej papieskiej autobiografii: "Twoim jucznym osłem się stałem i właśnie w ten sposób jestem blisko Ciebie".

oprawa: twarda
format: 130 x 195
liczba stron: 208 stron (w tym 64 strony archiwalnych zdjęć Josepha Ratzingera)

Joseph Ratzinger - Benedykt XVI

Recenzje:

Fragment książki na temat reformy liturgicznej:

Drugim wielkim wydarzeniem z początkowych lat mojego pobytu w Ratyzbonie było opublikowanie mszału Pawła VI. Wiązało się to z prawie całkowitym zakazem używania dotychczasowego mszału, po sześciomiesięcznym okresie przejściowym. To, że po długim okresie eksperymentowania, które często ogromnie zniekształcało liturgię, powrócono do obowiązkowego tekstu liturgicznego, należało powitać z radością jako coś z pewnością pozytywnego. Byłem jednak zaniepokojony zakazem używania starego mszału, ponieważ nic takiego nie wydarzyło się nigdy w całej historii liturgii. Miało się wrażenie, że tego typu zakaz jest całkowicie normalny. Dotychczasowy mszał został wprowadzony przez Piusa V w 1570 roku, w następstwie Soboru Trydenckiego. Wydawało się normalne, że po czterystu latach i po kolejnym Soborze współczesny papież przedkłada nowy mszał. Jednak prawda historyczna jest inna.  Pius V kazał przerobić istniejący mszał rzymski, tak jak to odbywało się już w długowiekowej historii. Wielu jego następców ponownie przerabiało ten mszał, nigdy nie przeciwstawiając jednego mszału drugiemu. Zawsze chodziło o pewien nieustannie kontynuowany proces, zakładający rozwój i oczyszczanie, w którym jednak sama ciągłość nigdy nie została przerwana. Mszał Piusa V, jako stworzony przez niego, w rzeczywistości nie istnieje. Istnieje jedynie przeróbka nakazana przez Piusa V jako jedna z faz długiego procesu rozwoju historycznego. Nowość po Soborze w Trydencie była innej natury. Wtargnięcie reformacji odbiło się przede wszystkim na sposobach "reform" liturgicznych. Na początku nie istniały jeden Kościół katolicki i jeden Kościół protestancki obok siebie. Podział Kościoła zachodził prawie niedostrzegalnie i znalazł swoje najbardziej wyraziste i z historycznego punktu widzenia najbardziej wpływowe odbicie w zmianach liturgii, która lokalnie wyglądała różnorako, tak że bardzo trudno było często wyznaczyć granicę między liturgią katolicką a już niekatolicką. W sytuacji tego zamieszania, z powodu braku zwięzłego liturgicznego ustawodawstwa i istniejącego liturgicznego pluralizmu, odziedziczonego po średniowieczu, papież zdecydował, że Missale Romanum, czyli  mszał miasta Rzymu, jako z pewnością katolicki, będzie obowiązywał wszędzie tam, gdzie używane formy liturgiczne nie mogły wykazać się przynajmniej dwustuletnią tradycją. Tam, gdzie zachodził powyższy przypadek można było zachować dotychczasową liturgię, biorąc pod uwagę, że można było sądzić, iż posiada na z pewnością katolicki charakter. Nie wolno więc mówić o zakazie dotyczącym używania mszałów dotychczasowych, zatwierdzonych zgodnie z obowiązującymi regułami.
Teraz zaś ogłoszenie o zakazaniu mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii, a jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Jak to już zdarzało się wiele razy w przeszłości, konieczność rewizji mszału była w pełni sensowna i całkowicie zgodna z dyspozycjami Soboru, przede wszystkim biorąc pod uwagę wprowadzenie języków ojczystych. Ale tym razem wydarzyło się coś więcej: burzono starożytną budowlę i tworzono inną, nawet jeśli używano do tego materiałów, z których zbudowana była stara konstrukcja, i wykorzystywano poprzednie plany. Nie było wątpliwości, że ten nowy mszał przyniósł w niektórych rzeczach rzeczywistą poprawę i wzbogacenie. Ale wyjątkowo poważne straty przyniósł nam już sam fakt, że był on przedstawiany jako nowa konstrukcja, przeciwstawiana tej, która uformowała się przez wieki historii; że zabraniano używania starego i w pewien sposób sprawiano wrażenie, że liturgia nie jest już żywym procesem, lecz produktem specjalistycznej erudycji i jurysdykcyjnej kompetencji. W ten sposób powstało rzeczywiście wrażenie, że liturgia jest "robiona", że nie jest czymś, co istnieje przed nami, czymś "danym", ale że zależy od naszych decyzji. Z tego wynika konsekwentnie, że nie tylko nie tylko specjaliści i władza centralna mogliby podejmować decyzje w tej materii, lecz ostatecznie każda "wspólnota" mogłaby ustalić swoją własną liturgię. Gdy jednak liturgia jest czymś, co każdy sam tworzy wtedy nie daje nam tego, co stanowi o jej autentycznej jakości:  spotkania z tajemnicą,  która nie jest naszym produktem, ale naszym początkiem i źródłem naszego życia.
Dla życia Kościoła jest dramatycznie konieczne odnowienie świadomości liturgicznej, a nawet liturgiczne pojednanie, które ponownie uzna jedność historii liturgii i przyjmie Sobór Watykański II nie jako wyłom, ale moment ewolucyjny. Jestem przekonany, że kryzys Kościoła, jaki obecnie przeżywamy, zależy w dużej od rozkładu liturgii, którą niekiedy postrzega się jak etsi Deus non daretur - tak jakby w niej nie miało znaczenia to, czy Bóg jest i do nas mówi, czy nas słucha. Bo jeśli w liturgii nie pojawia się wspólnota wiary, powszechna jedność Kościoła i jego historii, tajemnica żyjącego Chrystusa - to wobec tego gdzie lub w czym  zostaje wyrażona duchowa istota Kościoła? Wspólnota celebruje wtedy samą siebie, niepotrzebnie zadając sobie trud. Ponieważ jednak wspólnota nie istnieje sama z siebie, lecz staje się jednością tylko poprzez wiarę, za sprawą samego Pana, to w tych warunkach stają się w Kościele nieuniknione podziały na różne odłamy oraz partyjne przepychanki - Kościół rozdziera sam siebie.
Dlatego potrzebujemy nowego ruchu odnowy liturgicznej, który przywróci do życia prawdziwe dziedzictwo Soboru Watykańskiego II.

str. 130-134

Edycja św. Pawła
opracowanie wersji polskiej ks. Witold Wiśniowski SSP

Klienci, którzy kupili ten produkt, kupili również:


Opinie Klientów:

Dodaj swój komentarz:

Podaj wynik dodawania: 7 + 5= (zabezpieczenie antyspamowe)