• Kategorie
  • Lidia Ewa Witek - Wybór Marty

Powieść napisana przez życie
Seria: Okna

Brak towaru
41.90
Wpisz swój e-mail
Cena przesyłki 13.5
Odbiór osobisty (Częstochowa) 0
Kurier InPost 13.5
InPost Paczkomaty 24/7 13.5
Kurier InPost (Pobranie) 17.5
InPost Paczkomaty 24/7 (Pobranie) 17.5
Kurier DPD 18
Pocztex Kurier48 (Pobranie) 20
Pocztex Kurier48 20
Kurier DPD (Pobranie) 23
W magazynie podręcznym 0 szt.
Waga 0.852 kg
Nowe wydanie bestsellerowej powieści polskiej autorki Lidii Witek! Oparta na faktach, wciągająca i sprawnie napisana powieść obyczajowa, której bohaterką jest Marta - młoda, wykształcona i ambitna pani architekt. Wydaje się, że jej przyszłość jest starannie zaplanowana. Jednak wszystko nieoczekiwanie zmienia się, gdy Marta – wbrew własnemu sercu i ambicjom – postanawia pomóc swojej kuzynce. Jak się później okazuje, właśnie ta decyzja nadała jej życiu pełnię.

Powieść "Wybór Marty" została oparta na autentycznych zdarzeniach.

Książkę charakteryzują głębokie wątki, tworzące jej treść, oraz żywa akcja, która utrzymując uwagę czytelnika w napięciu, niejednokrotnie zaskakuje go nieoczekiwanymi rozwiązaniami trudnych spraw.

Powieść wciągająca i sprawnie napisana...



Wyróżnienie Feniks 2006 w kategorii "literackiej"
Uzasadnienie: dla ksiązki, która przywołuje obrazy wyborów, przed którymi na co dzień stawia nas życie


Zobacz wszystkie książki z serii: Okna
Zobacz wszystkie książki autora: Lidia Ewa Witek
Liczba stron 592
Format 136 x 210
Oprawa zintegrowana ze skrzydełkami
Fragment:
Zamknęła okno, wróciła do deski, rzuciła okiem na projekt i uśmiechnęła się. Miesiące wytężonej pracy dobiegały końca. – Jeszcze kilka małych poprawek i jutro oddamy – miała ochotę powiedzieć to głośno, choć w mieszkaniu nie było nikogo. Mijały kwadranse, Marta wciąż skupiona nie zmieniała prawie pozycji, tylko chwilami machinalnie gwizdała jakąś melodię. Potrafiła się skupić; koledzy mówili, że rezultaty, jakie osiąga, są tego wynikiem. Po dwóch godzinach poszła do kuchni, żeby zaparzyć kawę. Postawiła czajnik na gazie i stanęła obok okna, za którym w dalszym ciągu wirowała śnieżna kurzawa. – Jeśli dostaniemy nagrodę, to w lecie będzie Bułgaria, a może nawet Jugosławia... Próbowała wyobrazić sobie rozgrzany słońcem piasek i szum fal. Szybko jednak porzuciła te myśli, nie chciała się rozpraszać. Nim jednak woda zdążyła się zagotować, usłyszała dzwonek. – Kogo licho niesie? – pomyślała z wyraźną niechęcią. – Ktoś nie mógł wytrzymać tej ostatniej półgodziny, żebym mogła skończyć! – Podeszła do drzwi, otwierała je wolno. Za progiem stała Małgosia. Nie poruszyła się, jak gdyby nie miała odwagi wejść do środka. Na jej częściowo odsłoniętych włosach i długich rzęsach iskrzyły się maleńkie białe płatki. – Ach, to ty... Może zdejmiesz tu palto i spróbujesz strzepnąć śnieg – Marta wskazała sień. – Wejdź – dodała po chwili. Starała się stłumić niezadowolenie i nadać głosowi uprzejmy ton. – Wejdź! – powtórzyła, patrząc na Małgosię, która wciąż stała za progiem, teraz już z paltem na ręku. – Akurat parzę kawę, napijesz się razem ze mną. Dziewczyna zrobiła kilka kroków w głąb mieszkania i z daleka spojrzała na deskę kreślarską z rozpiętym na niej arkuszem kalki technicznej. – Kończysz projekt... – stwierdziła cicho z poczuciem winy. – Ja wiem, że nie powinnam dzisiaj przychodzić. – Przerwała na moment. – Nie mogłam jednak dłużej czekać... – Zamrugała powiekami. Dopiero teraz Marta spostrzegła, że Małgosia drży z zimna. – Zmarzłaś! Siadaj przy stole, już robię kawę! A może wolisz szklankę herbaty z sokiem malinowym? Wspaniale rozgrzewa. Małgosia nie weszła do pokoju. Spojrzała w kierunku małej, przytulnej kuchni. Powiedziała cicho, w jej głosie brzmiała prośba: – Lepiej tam. Marta spojrzała na nią zdziwiona. – Jak wolisz. Więc pijesz kawę? Dziewczyna nie zareagowała, jak gdyby było jej zupełnie obojętne, co będzie pić i czy w ogóle będzie pić. Zrobiła wolno kilka kroków, usiadła na białym taborecie i przytuliła się do ściany. – Co się z tobą dzieje, jesteś chora? – spytała Marta. – Nie, tylko z godzinę chodziłam po ulicy przed twoim domem, nie miałam odwagi wejść -zatrzymała się na moment jakby dla nabrania tchu, a potem mówiła szybko, patrząc w podłogę: – Bo ja... bo my – poprawiła się – bo my postanowiliśmy i dlatego przyszłam cię prosić... – Znowu przerwała na chwilę, podniosła głowę, opuściła ją, w końcu zaczęła wyrzucać słowa już jednym tchem jak wyuczoną, tysiąc razy po cichu powtarzaną lekcję: – Bo ja jestem w ciąży i my postanowiliśmy, żebym poszła do lekarza, a ja nie chcę po tym zabiegu wracać do akademika, więc pomyślałam, że mogłabym u ciebie ze dwa, trzy dni... – Zamilkła, potem dodała: – Nie będę ci przeszkadzać, będę milczała.
Nie ma jeszcze komentarzy ani ocen dla tego produktu.